Na rozdrożu ciekawiej, czyli literatura różnych spraw
i kierunków

Bogumiła Żongołłowicz w swoim tomiku mocuje się z tematem, który jest mi szczególnie bliski, mianowicie jest tematem odchodzenia, umierania, śmierci, co w poezji jest raczej rzadkie. Co prawda śmierć dotyczy wszystkich, taka kolej rzeczy, ale to nie znaczy, że zajmuje ona wszystkich poetów, w każdym razie nie w takim stopniu, jak Bogumiłę Żongołłowicz. Na przykład:

rajd życia

rowerek

na trzech
kółkach

z ojcowską
asekuracją
hulajnoga
wyścigówka
skuter
yamaha

wóz terenowy
karawan
i po rajdzie

Ten wiersz, jak widzimy, obejmuje wszystkie etapy rajdu życia i dla każdego z nich znajduje poetka odpowiednie elementy, ograniczając się do sekwencji rzeczowników. Na tym polega poezja! Na dobrym pomyśle, świetnie zrealizowanym. Zaskoczenie i tajemnica tam, gdzie wcale jej się nie spodziewamy, no bo właśnie, co powiedziała? Zrobiła zdawałoby się prostą wyliczankę, ale ile naszych domysłów się z nią wiąże, wyobrażeń pozwalających wokół tajemnicy krążyć, zbliżać się do niej, domyślać, dopowiadać, ale przecież nie możemy jej w żaden sposób pojąć. Żongołłowicz udało się przy użyciu bardzo prostych środków artystycznych wyeksplikować wymiar życia na co dzień raczej pomijany. Nie przysparza nam wszak radości przemijanie, pomijając plastry miodu w postaci wnucząt. Raczej wygląda to tak jak wierszu bez tytułu:

***

twoja lewa ręka
moje prawe kolano
o intymności
nie wspominamy
choć też boli
ale na pewno
dorzucimy
z biegiem dni
do tej wyliczanki
mój lewy nadgarstek
i twoje prawe oko
tup-tup tup-tup
zaczną śpiewać nogi
z wysiłkiem
szklanka się stłucze
garnek spali
w sklepie
zostawimy portfel
w samochodzie
zatrzaśniemy kluczyki
po raz kolejny
w przypływie szczerości
wymienimy
uśmiechy zrozumienia
bez szminki i bezzębne
dziwić będą się inni

Melbourne, 20 sierpnia 2016

Świat w poezji Żongołłowicz nie jest światem poetyckich i ludzkich radości. Tym trafniejsze wydaje się to, że autorka właściwie nie stosuje żadnych środków artystycznych, trudno bowiem mówiąc obrazowo i w dużym skrócie trumnę i kondukt żałobny lub szpitalne sale przyozdabiać jak weselny orszak. Tą ascetycznością środków dodatkowo wzmacnia i świadomie podkreśla poetka rosnące z wiekiem koncentrowanie się na istocie życia: na jego nietrwałości, przemijaniu, na kruchości i wędrówce w nieznane. A wtedy w sposób naturalny odpadają wszelkie ego ozdobniki, fajerwerki, błyskotki, bo jawią się w swej nieistotności wobec fundamentalnego lęku, strachu, całej metafizyki przemijania, śmierci wreszcie. Mówiąc obrazowo: wątki bledną na tle osnowy. To ona zaczyna dominować, brać górę, nawet gdy znajdujemy i doceniamy radość, jaką niosą ze sobą:

paluszki i nóżki

żeby nie zwątpić
trzeba popatrzeć
przez szybę inkubatora
na istotę życia
czyli paluszki i nóżki
n a r o d z i n y przydają
l u d z k o ś c i wiary
że nie wszystko stracone

29 kwietnia 2009

Piszę o prostocie poezji Żongołłowicz, braku ozdobników, niefrymarczeniu literackimi błyskotkami, aby tym bardziej uwypuklić, podkreślić, że taki sposób pisania wzmacnia tajemniczość! Tak, prostota w służbie tajemniczości. Zobaczymy, jak to wygląda w wierszu, który ma dedykację umieszczoną… przed tytułem (co może się wydawać dziwne):

Tadziowi Leżoniowi
w kilkanaście miesięcy po jego śmierci

z braku ciebie

nawet nie można
               powiedzieć
że zabrałeś się stąd
przedwcześnie

bo do diabła

w końcu trzeba na coś
daj mi boże

dotrwać dobrnąć dojść
do dziewiątego krzyżyka
a jednak twój przypadek
potwierdza regułę

o niezastąpionych
kucyk spłowiałych włosów
wysoka sylwetka
przez czas zgarbiona
elegancja-francja

w jasnej marynarce
wieczna niezgoda
trwanie przy swoim
nawet gdyby wszyscy
mieli się odwrócić
młody choć stary
stary ale młody
w moje ucho
               wyszeptałeś
ostatnie pytanie
czy
już po pogrzebie
po tamtej stronie
nie ma tak ładnych
               dziewczyn
               odpowiedziałam
patrząc ci prosto w oczy
nie byłeś w stanie uwierzyć

Melbourne, 1 lutego 2006

Wydaje się nic zaskakującego, znana powtarzalna sytuacja, Tadeusz Leżoń może mieć zupełnie inne imię i nazwisko, bo któż z nas nie ma w swoim otoczeniu „tak młodych choć starych/starych ale młodych”, nie musimy zbytnio się wysilać, by to wszystko sobie wyobrazić. Nie musimy? To proszę mi powiedzieć, co odpowiedziała poetka Leżoniowi? W co nie mógł uwierzyć? Na tym polega poezja, jej tajemniczość wyłaniająca się nagle spoza prostych zdawałoby się sytuacji, nieskomplikowanych słów.

Zaskoczenie, tajemnica tam, gdzie się jej wcale nie spodziewamy, no bo jeszcze raz zapytam – co powiedziała? (Nie)śmiertelnie cały czas porusza się na tej granicy poznawalnego i nieznanego (choć spodziewanego) domysłu zanurzonego w kulturowym oswajaniu śmierci (te nasze wokół niej rytuały) i tajemnicy.

Andrzej Wołosewicz, Na rozdrożu ciekawiej, czyli literatura różnych spraw i kierunków, Pamiętnik Literacki (Londyn), t. LVI, grudzień 2018


© Bogumiła Żongołłowicz